Jako nauczyciel przyrody zawsze powtarzam moim uczniom: w naturze nic nie jest tylko „ładne”. Kolory, kształty i wzory to narzędzia w brutalnej walce o przeżycie. Aby pokazać to w praktyce, zabrałem moją klasę do Motylarni w Rozewiu. To jedna z największych takich placówek w Polsce, co pozwoliło nam zobaczyć na żywo mechanizmy obronne egzotycznych motyli.
Kamuflaż vs Odstraszanie Już po kilku minutach wewnątrz tropikalnego namiotu dzieciaki miały okazję zobaczyć prawdziwy pokaz magii. Największe emocje wzbudziła Kallima paralekta. Sytuacja była zabawna: połowa klasy stała przed krzewem i twierdziła, że nic tam nie ma, dopóki jeden z „suchych liści” nagle nie zatrzepotał skrzydłami, ukazując jaskrawy błękit. To był idealny moment, by wyjaśnić pojęcie mimetyzmu – motyl, który wtapia się w otoczenie i jest niewidoczny dla drapieżników.
Z kolei przy okazach z rodziny Morpho dzieci zauważyły coś innego. Ten ich oszałamiający błękit jest widoczny tylko w locie. Gdy motyl siada i składa skrzydła, nagle “staje się” bury, pokryty wielkimi „oczkami”. Wyjaśniłem im, że te wzory mają zmylić napastnika – ptak zamiast w głowę, uderza w krawędź skrzydła, co daje motylowi szansę na ucieczkę.
Strategie, które zaskoczyły uczniów:
- Barwy ostrzegawcze: Niektóre motyle wcale się nie chowają. Są jaskrawe i powolne, co jest sygnałem dla drapieżników: „Jestem trujący, odpuść sobie”.
- Rozmiar jako tarcza: Kiedy dzieci zobaczyły pawicę atlas, zapanowała cisza. Przy tak gigantycznych skrzydłach, które na końcach przypominają głowy węża, mało który drapieżnik ma odwagę podjąć atak.
Wrażenia z wycieczki Oczywiście wizyta z grupą 25 osób w to logistyczne wyzwanie. W środku panuje duża wilgotność i wysoka temperatura, co po pewnym czasie sprawiało, że uczniowie zaczęli tracić koncentrację. Musiałem pilnować, żeby w ekscytacji nikt nie biegał, bo motyle potrafią usiąść bezpośrednio na ścieżce.
Jako zwieńczenie naszej „lekcji w tropikach”, wykorzystałem obecne na miejscu tablice edukacyjne oraz inkubatory, by przeprowadzić szybki quiz terenowy. Uczniowie musieli samodzielnie odszukać stadia rozwojowe, o których uczyliśmy się w szkole – od niemal niewidocznych jaj, przez żarłoczne gąsienice, aż po nieruchome poczwarki. To był kluczowy moment wizyty, bo dzieci zrozumiały, że dorosły motyl to tylko krótki finał skomplikowanego procesu. Z perspektywy dydaktyka doceniam, że ekspozycja pozwala prześledzić ten cykl bez pośpiechu, w jednym miejscu. Taki bezpośredni kontakt z biologią „in situ” sprawił, że po powrocie do klas nauka o przeobrażeniu zupełnym nie była już tylko nudnym schematem z podręcznika, ale wspomnieniem konkretnego, drżącego kokonu, który widzieli na własne oczy w Rozewiu.
Podsumowanie: Dla nauczyciela takie miejsce to gotowy scenariusz lekcji. Choć Motylarnia nie jest placówką badawczą, to pod kątem dydaktycznym jest nieoceniona. Dzieci wyszły stamtąd nie tylko z ładnymi zdjęciami, ale z realnym zrozumieniem, że w świecie przyrody wygląd to kwestia życia lub śmierci. Jeśli chcecie pokazać dzieciom biologię w praktyce, a nie na papierze, to motylarnia nada się znakomicie.






